Magazyn o komunikacji i mediach, utrzymany w tonie twórczego bałaganu, choć nie bez tęsknoty za porządkiem.
Kategorie: Wszystkie | Cytaty 40-50 | Historie do wzięcia | Komunikacja
RSS

Historie do wzięcia

niedziela, 17 lutego 2013

Darzą go wielką estymę. Urodził się w tym samym roku, co mój dziadek (1888). Jego kariera rozpoczęła się w czasie, kiedy dziadek był w USA. Może się nawet spotkali? Dale Carnegie pochodził z biednej rodziny. Mimo to stał się wyrocznią dla wielu pokoleń amerykańskich biznesmenów, w dziedzinie: wystąpień publicznych, komunikacji i sprzedaży. Warren Buffett, jeden z najbogatszych ludzi na świecie, wciąż zalicza Go do grona swoich mistrzów. Carnegie w swojej, chyba kluczowej, książce :" Po szczeblach słowa", pisze tak:

 

" Zanim mówca stanie przed słuchaczami, powinien napisać list do przyjaciela, zawierający takie oto słowa: „Zamierzam wygłosić mowę na pewien temat i chcę poruszyć następujące kwestie”. Następnie powinien wskazać na rzeczy, o jakich chce mówić, wymieniając je w takiej kolejności, w jakiej zamierza przedstawić je w swojej mowie.

 Jeśli w trakcie pisania listu przekona się, że tak naprawdę nie ma nic do powiedzenia, niech czym prędzej napisze do organizatora, który zaprosił go do zabrania głosu, by z żalem zawiadomić, że prawdopodobna śmierć jego babki może uniemożliwić mu przybycie na miejsce”.*


 * Cytat pochodzi z książki: "Po szczeblach słowa". Wydanie polskie: Studio Emka, wrzesień 2009

Ciekawe wpisy na temat przemówień:

 http://empiro.blox.pl/2012/04/Zachodzi-obawa-ze-przewroce-sie-ze-strachu.html

http://empiro.blox.pl/2012/02/Pierwsze-zdanie-jest-najtrudniejsze.html


czwartek, 12 kwietnia 2012
Jest rok 1922. Młode polskie państwo buduje się.Żyje przy tym w euforii po zwycięstwie nad bolszewikami i zatrzymaniu pochodu rewolucji na zachód Europy. Marszałek Józef Piłsudski staje się narodowym bohaterem. Śpiewają o nim,w modnych wówczas kabaretach. Zachwyt jest uzasadniony.Przesadna egzaltacja, jak się okaże, ukarana.
poniedziałek, 02 stycznia 2012

Miałem wtedy zajawkę na muzykę. Od kilkunastu lat udzielałem się w amatorskim ruchu muzycznym. Grałem na kontrabasie, gitarze basowej i szałamaji. Byłem także współzałożycielem grupy BENE, która wyspecjalizowała się w muzyce włoskiej, ze szczególnym naciskiem na pieśni neapolitańskie. Trudno się zatem dziwić, że  temat mojej pracy magisterskiej miał w tytule muzykę. Uwielbiałem wtedy jazz. Postanowiłem napisać o festiwalu Jazz Jamboree. Program na rok 1988 zapowiadał się na tyle atrakcyjnie, że zamarzyłem o współpracy z biurem organizacyjnym, z siedzibą w warszawskim Hotelu Europejskim. Rozmawiałem w tej sprawie z Basią Oborską (1954-2004), która była dobrym duchem biura. To dzięki niej, we wrześniu 1988 roku zostałem wolontariuszem.  Poznałem wielu wspaniałych ludzi,  zasady organizacji festiwalu. No i mogłem do woli słuchać  muzyki. W wyjątkowych wydaniu, bo największą gwiazdą był Miles Davis, ale przyjechał także pianista Michel Petrucciani (1962-1999).  Artysta pochodził z rodziny o wielkich muzycznych tradycjach. Urodził się z wrodzoną chorobą kości (osteogenesis imperfecta). Miał nieco ponad metr wzrostu i kłopoty z chodzeniem.  Specjalnie dla niego spreparowany fortepian odkrywał przed publicznością zupełnie nowe obszary i wielkość tego artysty.


Miles Davis miał wtedy 62 lata i był to w jego twórczości okres fascynacji muzyką pop. Przyjechał do Polski z młodymi, bardzo zdolnymi muzykami. Była wśród nich  perkusistką Marilyn Mazur. Zespół zagrał między innymi tematy: „Human Nature” Michaela Jacksona* i "Time after Time" Cyndi Lauper **.

 

 


* Nagranie z Jazz Jamboree, Warszawa 1988

** Nagranie z  Montreux 1988

poniedziałek, 12 grudnia 2011

 

Stała 20 centymetrów ode mnie. W autobusie. Czułem zapach jej perfum, słyszałem podniesiony głos. Była podekscytowana:

- Wiesz jest super impreza na Sylwka!. Bezowa!

- ???????? ( tego nie słyszałem )

- Jak to bezowa? No wiesz bez: papierosów, alkoholu, no i wegetariańska!

-?????????( tego nie słyszałem )

- Bez alkoholu. Ale jest też wartość dodana : bez par, każdy z każdym!

- ???????? ( tego nie słyszałem)

- No bez par , możesz być sam, a potem ze mną

-????????? ( tego nie słyszałem)

- Bez wódki ani rusz? Nawet ze mną?

- ????????? ( tego nie słyszałem)

- To to cześć! Zadzwonię do Kuby. On się dobrze bawi nawet po soku z mango!

No i wysiadła. Ja też. Kupiłem sok z mango i pobiegłem do domu. Siła komunikacji!

Lubię czytać książki, które już znam. Prawie jak inżynier Mamoń, ten od piosenek z "Rejsu". Z mojej ćwierćtonowej biblioteki wpadły mi ostatnio w ręce wspomnienia Zygmunta Jabłońskiego o Jego pracy w Radiu Wolna Europa. Książka jest nieduża i zmieściła się w wypchanej po brzegi teczce, gdzie prym wiodły kanapki zrobione przez teściową. Wyciągnąłem ją w pociągu i … przeżyłem szok!


Zygmunt Jabłoński napisał  "Gabinet figur radiowych" na początku lat 80. Posumował w niej wiele lat współpracy z mediami, które mimo wielkiej niechęci ze strony ówczesnych władz polskich, były niezmiernie popularne w naszym kraju. Według badań Instytutu Gallupa - Głos Ameryki i Radio Wolna Europa docierały do 10 milionów Polaków. Wspomnienia pana Zygmunta nie mają w sobie tego, czego należałoby się spodziewać, czyli zbyt wielu akcentów martyrologicznych. Poznajemy ludzi z krwi i kości. Walczą z komunizmem, ale mają też swoje słabości, przez co są autentyczni i wiarygodni.  Jak na razie przeczytałem połowę i wrzucam najbardziej smakowite kawałki.

Żeby to  Państwo mogli zobaczyć !

Kolegą Jabłońskiego w RWE był Wojciech Trojanowski - lekkoatleta i jeden z najwybitniejszych, polskich sprawozdawców sportowych.   Przed II wojną światową należał do grono najbardziej znanych dziennikarzy, prowadził relacje radiowe z Igrzysk Olimpijskich. Po wojnie nie wrócił do Polski, związał się Radiem Wolna Europa. Trojanowski jest uważany za autora zdania, które weszło do historii mediów.  Na zawodach lekkoatletycznych wypowiedział do mikrofonu : 


Według Jabłońskiego, potem słowa te były wielokrotnie przekręcane, między innymi na: Szkoda, że Państwo tego nie widzą. Oryginalny cytat świadczy o wielkim poczuciu estetyki  oraz umiłowaniu przez sprawozdawcę, nie tylko sportu, ale i kobiecego ciała (poczytajcie jednak o Stanisławie Walasiewicz, okaże się, że jest to sprawa nieco złożona).

Trojanowski był celebrytą. W jednym z ostatnich, przedwojennych filmów - "Sportowiec mimo woli" , gdzie popis gry aktorskie zaprezentował  Adolf Dymsza, wcielił się w rolę sprawozdawcy z meczu hokeja na lodzie.

Nixon szuka  Coloseum 

Zygmunt Jabłoński pisał, że Trojanowski  blagował bez zmrużenia oka, ale że robił to z wrodzonym mu wdziękiem, dlatego nikt mu tego nie brał za złe. Powiedział kiedyś:

Wyobraźcie sobie, siedzę w Rzymie na Hiszpańskich Schodach, odpoczywam po obfitym obiedzie (zjadł zapewne bułkę z masłem), a tu widzę, jak prezydent Nixon z małżonką rozgląda się bezradnie dookoła. Spostrzegłszy mnie podszedł i spytał:


Historię tę opowiadał Trojanowski w różnych wersjach, ale puenta była zawsze ta sama.

 Podwójny doktor, filatelista - milioner 

Zygmunt Jabłoński, tak przynajmniej wynika z lektury jego wspomnień, był bystrym obserwatorem i dobrym słuchaczem. Pewnie dlatego w jego książce jest także wiele innych, smacznych historii i dykteryjek. Oto pierwsza z nich: 

Mieszkałem kiedyś w domu, gdzie moim sąsiadem był jakiś Niemiec, posiadający dwa tytuły doktorskie. Na tabliczce przy dzwonku wejściowym widniało: Dr, Dr Otto Schmalz, dzwonić dwa razy.

Druga opowieść dotyczy jednego z woźnych w RWE:

Tę zaszczytną funkcję pełniły 4 osoby.  Najmłodszy z nich rozbrajająco niemądry i seplenił, miły w obejściu, przeto lubiany przez wszystkich. Rano mówił każdemu: — Zyce panu redaktorowi psyjemnego uzędowania. Brzdąkał na fortepianie i tworzył przez wiele lat mazurka, który łudząco przypominał nasz hymn narodowy. Z wykałaczek do czyszczenia fajki robił miniaturowe zwierzątka i ofiarowywał je wszystkim naszym paniom. Poza tym zbierał znaczki pocztowe.

Jabłoński tak pisze o zwierzeniach woźnego :

Cy pan wie, ze jestem milionerem?

Zauważywszy, że podniosłem brwi, wyjaśnił:

Oblicyłem, prosę pana. Ponad milion marek.

Jak pan to obliczył?

Na to Miruś (bo tak pieszczotliwie go nazywano) odpowiedział :

No to proste, prosę pana. Dodałem wsystkie.

Upłynęło nieco czasu zanim zrozumiałem, że Miruś zsumował nominalne ceny wydrukowane na znaczkach.

Jestem pod wrażeniem książki Zygmunta Jabłońskiego. Pewnie będę wracał do tego autora, także w "Historiach do wzięcia".


 


Książkę Zygmunta Jabłońskiego wydała oficyna Pogląd z Berlina w 1985 roku. Redaktorem był Edward Klimczak, a opracowaniem graficznym zajął się  Jacek Klonowski.

środa, 14 września 2011
Tytułowe powiedzenie jest popularne na Podlasiu.Poza tym bardzo ładnie brzmi w połączeniu ze wschodnim zaspiewem.Wielu z nas,niemal codziennie próbuje tej techniki, niektórzy opanowali ją do perfekcji.Kiedyś mogło to być sposobem na wybrnięcie z sytuacji o politycznym zabarwieniu i z nieprzewidywalnymi konsekwencjami.
wtorek, 13 września 2011
Mój mistrz bardzo lubi używać zwrotu "łykają jak młode pelikany". Ma na myśli uczestników szkoleń, a właściwie bezproblemowe wchłanianie przez nich wiedzy i umiejętności podawanych przez trenera.Jest to możliwe po dokładnym określeniu celu i grupy odbiorców. Zdarzają się jednak sytuacje,czego doświadczyłem, kiedy i najlepszy trener musi się dobrze napocić, aby dotrzeć do swoich odbiorców.
poniedziałek, 12 września 2011

róg

Człowiek - kameleon.Może być biały, żółty, czarny. Zmieniać akcent, tuszę,poglądy na zawołanie. Byle tylko czuć się bezpiecznie,zyskać akceptację środowiska w którym się znajdzie. Taką osobą był Leonard Zelig - bohater filmu Woodiego Allena. Przekaz uniwersalny i aktualny, mimo upływu prawie 30 lat. W Zeligu fascynuje mnie warstwa słowna. Teksty pisane prostym językiem są szalenie dowcipne i dobitne. Tak jak w książce "Skutki uboczne", wydanej w 1980 roku.

Polski wydawca "Skutków ubocznych"  napisał :

Woody Allen, po raz pierwszy przedstawia się polskiemu czytelnikowi jako pisarz, autor zbioru grotesko­wych aluzji do modnych tematów literackich i filozoficznych. Uboczne skutki Uniwersytetu ukazują, się po niskiej stronie wysokiej Kultury, choć nie jest to Krytyka, która wymaga, by Czytelnik brał ją zbyt serio.

 

W książce jest 17 tekstów. Bodaj najbardziej znany z nich to "Niesłychanie płytki człowiek". Mi najbardziej spodobało się   pierwsze opowiadanie - " Pamięć o Needlemanie". Bohater jest intelektualistą, który stawia (od)ważne, niewygodne pytania, ale i zaskakujące odpowiedzi. Jednocześnie bardzo zależy mu na powszechnej akceptacji. Namiętnie kocha filmy Disneya i mimo klarownych objaśnień Maksa Plancka na temat animacji nie sposób odwieść go od prób dodzwonienia się do Myszki Miki. Kosmiczny facet! I ta historia o jego upadkach:

Gdy był kiedyś ze mną i moją córką w Operze w Med­iolanie, wychylił się z loży i spadł do orkiestry. Zbyt du­mny, żeby przyznać się do niezręczności, przez miesiąc chodził tam co wieczór i powtarzał numer. Wkrótce na­bawił się lekkiego wstrząsu mózgu. Namawiałem go, by przestał, bo osiągnął już swój cel. On na to: „Nie. Jeszcze parę razy. To całkiem niezłe".

Czysta fikcja, sama prawda.


Mój egzemplarz "Skutków ubocznych" został wydany w Polsce przez Inter Esse Kraków w 1991 roku, podstawa przekładu: Wood Allen, Side Effects, Ballantine Books. New York 1981. Przełożył Bogdan Baran.  

czwartek, 27 stycznia 2011

 

Na osiedlu w wielkim mieście dzieci robiły zimą bałwany. Jeden z mieszkańców, posiadacz dużego, terenowego auta, notorycznie te bałwany rozwalał. Pewnego razu dzieci, nie w ciemię bite,zbudowały bałwana na hydrancie.Posiadacz terenowego auta, nigdy więcej nie zaryzykował rozjeżdżania bałwana. Nawet latem.

Bardzo dziękuję Panu Józefowi za opowiedzenie tej historii.

środa, 31 marca 2010
Pekiński i Pro-Rok poznali się prawie 100 lat temu. Pisali wtedy teksty kabaretowe i przygotowywali się do wydania swoich pierwszych zbiorów poezji. Potem ich kariery potoczyły się w zawrotnym tempie. Byli wielbieni przez elity i publiczność. Są twórcami kultowych do dziś wierszy, piosenek i książek. Ale tak naprawdę połączył ich nonsens i bzdura. Wymyślali przez kilkanaście lat „primaaprilisowe” pisma i broszury. Są , miedzy innymi, autorami pierwszego w historii alfabetycznego spisu liczb od 1 do 100. Bawili swych czytelników, ale chcieli ich także uczyć wrażliwości na brednie, podejrzliwości wobec frazesów, dystansu do słowa pisanego. Uważali, że te same czcionki ich codziennej gazety, odbite na tym samym papierze, czernione tą samą farbą drukarską, mogą pewnego dnia oszaleć i głosić oczywiste brednie. Minęło prawie 100 lat i czcionkom wciąż zdarza się zaszaleć.
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
Blogi
Szablony
Tagi