Magazyn o komunikacji i mediach, utrzymany w tonie twórczego bałaganu, choć nie bez tęsknoty za porządkiem.
Kategorie: Wszystkie | Cytaty 40-50 | Historie do wzięcia | Komunikacja
RSS
sobota, 07 kwietnia 2012

 

Wesołych Świąt!

Po świątecznym śniadaniu idziemy na spacer. Wdychamy świeże zapachy lasu. Co chwilę błyskają flesze aparatów fotograficznych. Jesteśmy wyluzowani i mili, prawimy sobie nawzajem komplementy.

Czarujemy bliskich wyjątkowo promiennymi uśmiechami. Całujemy dziewczyny, chłopaków, żony, mężów, dzieci, rodziców.

Wreszcie zaczynamy się zauważać. Rozmawiamy o życiu, snujemy plany na przyszłość. Przytulamy się do siebie, pozostając jeszcze na długo w magicznym bezczasie.

 

 

 

Georg Friedrich Händel po koreańsku. Alleluja z oratorium  "Mesjasz". Warte wysłuchania!


Zachęcam do posłuchania Milesa Davisa: http://empiro.blox.pl/2012/01/Miles-Davis-Warszawa-1988.htm

sobota, 31 marca 2012

Kilka dni temu robiłem zakupy w osiedlowym sklepie. Przy kasie zwróciła moją uwagę bezpłatna gazetka. Była kolorowa, w formacie A4 i zdjęciem przystojnego celebryty na okładce. Zabrałem ją do domu. Następnego dnia, w pociągu, rozpocząłem lekturę.

Papier w środku gazetki był dużo gorszej jakości. Jednak jeden z artykułów lśnił blaskiem, były tam wszystkie kolory tęczy. Laurka, kares, duser, pean, a nawet hagiografia. Opowieść  napisana językiem dawno przeze mnie zapomnianym. Marzenie niejednego artysty sprzed dziesiątek lat. Przytoczę fragmenty, ukrywając przy tym personalia.                                                                                                                                

Sylwetka - od dziecka

Jego życie od  dziecka było przepełnione sztuką. Inteligentny, dowcipny, zawsze uśmiechnięty, pełen entuzjazmu, podchodzący do siebie z dystansem uprawiał wysoką sztukę na całym świecie, współpracując z największymi artystami.             

Ten człowiek nigdy nie miał parcia na szkło. Jak sam twierdzi: najważniejsze   jest to, że ludzie chcą coś robić i wspólnie się w to angażują:

Grałem wiele prestiżowych koncertów, ale muszę przyznać, że niejednokrotnie więcej satysfakcji dają te pozornie małe wydarzenia muzyczne. Wtedy najbardziej wyczuwa się emocje i napięcie. Czasem przygotowujemy wspaniały spektakl - jesteśmy idealnie przygotowani, ale coś nie gra, a czasem jakieś szeregowe przedstawienie okazuje się hitem. Orkiestra nagle zaczyna szaleć, soliści przechodzą samych siebie i rodzą się niezwykłe doznania. To mogę nazwać sukcesem, ale na pewno nie żadne występy w TV, która nie dostarcza takich emocji.  

Magnes edukacyjno - deserowy

Ludzie lgną do niego (nie dziwi to nikogo, kto miał okazję, choć raz z nim porozmawiać ), dlatego nie ma problemu z tworzeniem zespołów. Dodatkowo ma niezwykły talent do wybierania spośród młodych muzyków tych najlepszych i zarażania ich swoją muzyczną pasją, co gwarantuje, że będą oni rozwijać umiejętności.

Kiedyś prowadziłem chór dziecięcy. Miałem taką ferajnę, że nie mogłem się opędzić. Tak po prostu było, że ciągnęło do mnie młodzież i dzieci. Teraz jestem stary i brzydki, a kiedyś byłem fajnym ciachem.

Na autora mam namiary, gdyby jakieś fajne ciacho marzyło o laurce. Może być nawet przechodzone to ciacho. Napisze sie jak trzeba.


Zapraszam do lektury wpisu o gwiazdach zza Oceanu:

http://empiro.blox.pl/2011/09/Gwiazda-gwiazdy-gwiezdzie.html

poniedziałek, 19 marca 2012

Henry Kissinger pracował, jako sekretarzem  stanu dla dwóch prezydentów USA - Richarda Nixona i  Geralda Forda. W 1973 roku został laureat  Nagrody Pokojowej Nobla.  Zasłynął wyjątkowo dobrymi kontaktami z mediami. Pytany o to, jak sobie z nimi radzi, mawiał: „ Jak brzmią pytania na moje odpowiedzi”. Wiedział jakie padną pytania i zawczasu przygotował odpowiedzi. Zawczasu, bo był już dojrzałym człowiekiem i profesjonalnym politykiem. Kissinger, zanim podjął pracę dla prezydentów USA, zdobył kilkunastoletnie doświadczenie w polityce, administracji oraz relacjach z mediami. Przekroczył zatem magiczną liczbę 10 000 godzin niezbędnych w  dochodzenia do mistrzostwa w swojej dziedzinie.

To mistrzostwo nie oznacza, że jest się, na przykład świetnym menedżerem. Chodzi bardziej o osiąganie wyżyn kompetencji. Mogą to być wystąpienia publiczne. Steve Jobs był uważany za jednego z najbardziej charyzmatycznych mówców w XXI wieku. Nie wszyscy wiedzą, że każda z jego prezentacji była drobiazgowo przećwiczona, a przygotowania do występu zajmowały wiele godzin. Dopiero po latach  Jobs stał się jednym z najbardziej podziwianych mówców współczesnego świata. Przyciągał wielką publiczność, która następnie ochoczo kupowała produkty i usługi Apple'a. Dochodzenie do mistrzostwa zajmuje wiele lat, ale to się opłaca. Tak przynajmniej uważają naukowcy, a wśród nich: Malcolm Gladwell i Daniel Levitin.  Ich obserwacje i  badania dotyczą nie tylko polityki, ale wielu innych profesji: sportu, stolarstwa, muzyki czy aktorstwa. Moim zdaniem warto dołączyć do tego zestawu dziennikarzy  i trenerów  biznesu. Suma doświadczeń łączy się z liczbą popełnionych, a następnie  świadomie zarejestrowanych błędów. Dopiero dzięki ich multiplikacji dochodzimy do mistrzostwo. Pod warunkiem, że stać nas na umiejętność dokonania analizy własnych zachowań, pokorę i dystans do samego siebie i otaczającego nas świata.


Zachęcam do lektury wpisu o metaforze, który pokazuje nowatorskie, a jednocześnie znane od stuleci metody zarządzania:

http://empiro.blox.pl/2011/09/Metafora-lekiem-na-rutyne.html

piątek, 16 marca 2012

 

Wkurza Panią kult młodości?

Bardziej wkurza mnie, że starość jest niemodna. To głupie i bezrefleksyjne. Kult młodości i pięknego ciała powoduje frustracje normalnie zbudowanych ludzi. Też czasami temu ulegam i to mnie denerwuje. 

Aktorki Kate Winslet, Emma Thompson i Rachel Weisz założyły grupę przeciwko operacjom plastycznym. Jest pani za?  

Nie lubię organizacji, petycji i listów zbiorowych, dlatego do takiej grupy pewnie bym się nie zapisała. Nie odczuwam potrzeby operacji plastycznej. Moja twarz musi być sprawna. Potrzebuję swoich zmarszczek i pełnej mimiki. Wydaje mi się, że będę więcej grała, jak będę starsza i bardziej pomarszczona (śmiech).  W książce o Halinie Mikołajskiej przeczytałam takie piękne zdanie. Mikołajska powiedziała: ''Żeby móc nadal mówić prawdę, trzeba używać swej autentyczności, niekłamanej, niemal fizjologicznej prywatności. Trzeba czasem obnażyć już nie łabędzią szyję, ale pomarszczoną kurzą grdykę''. Też tak uważam. *

 

*Potrzebuję swoich zmarszczek – mówi Agata Kulesza. Fragment wywiadu Aliny Mrowińskiej, wysokieobcasy.pl


Podobną opinię na ten temat mają: Brad Pitt i Antonio Banderas:

http://empiro.blox.pl/2011/11/50.html

http://empiro.blox.pl/2011/12/501.html

czwartek, 08 marca 2012

Byłem dumny z tego słowa. Sam je wymyśliłem pod koniec  lat osiemdziesiątych XX wieku. Moim zdaniem znakomicie pasowało do tamtych czasów. Bohaterem cyklu felietonów  został wujek Wiktor, który pełnił rolę przewodnika po rynku. Był bystrym obserwatorem.  Wiedział gdzie, co i za ile kupić. Niestety jego kariera skończyła się po 3 odcinkach, ponieważ mój szef stwierdził, że on też chce pisać felietony. Nie napisał ani jednego, a mój bohater zakończył swój żywot.


Wujek Wiktor ma 61 lat. Od jakiegoś czasu, po dwóch zawałach, jest na rencie inwalidzkiej.  Chciałby jeszcze pożyć, dlatego teraz żyje spokojnie. Hoduje brzuszek i … kwiatki na balkonie. Kiedyś, w młodości,  zanim zachorował miał dookoła siebie mnóstwo namiastek. Stary, rozklekotany rower, w dodatku damka, był namiastką Syreny Railly. Podróże, po wysokomazowieckim powiecie wstępem do wielkich wypraw wzdłuż Ameryki, Australii i Azji. Pierwsze zabawy  w remizie  i siarczyste oberki tańczone z koleżankami miały przenieść go, w przyszłości do stolicy, gdzie modny już był twist i żółte skarpetki. Marzył też o karierze piłkarskiej, po wysłuchaniu na płycie przeboju Marii Koterbskiej.

Namiastek było tysiące. Stanowiły one dla wujka Wiktora namacalny dowód pewnego etapu rozwoju jego i... marzeń.  Dziś już wie, że zatrzymał się tylko na namiastkach. Wie nawet więcej — nową jakością jego życia są zamiastki. Zamiast kawy naturalnej pije Inkę, zamiast wielkich wojaży po wszystkich kontynentach ma świat w... uszach. Jest krótkofalowcem. W każdej chwili może się połączyć z malutkim miasteczkiem w Azji czy Europie. Ma przyjaciół w Sierra Leone, na Zachodzie i Wschodzie Europy. Poznaje dzięki temu świat, obyczaje i artystów, nieznanych wtedy w Polsce. 

To mu wystarcza. Pogodził się z  samym sobą i namiastkami - zamiastkami. Ale tylko z nimi. Ciągle ma uszy i oczy otwarte. Takie hobbystyczne przyzwyczajenie. Widzi i słyszy więcej od innych. Może nieraz nawet za dużo. Co ciekawe, skupia się na małych, niepozornych ludziach i sprawach. Wie doskonale, gdzie można kupić tańszy keczup, świeże warzywa, dobre masło. Umie odróżnić prawdziwego społecznika od rozhisteryzowanego dziadka w komitecie osiedlowym. Lubi też opowiadać o swoich obserwacjach. Robi to zwięźle i krótko. Ostatnio spotkał się ze swym siostrzeńcem, który twierdzi, że za kilka lat krótkofalowcy odejdą w zapomnienie.  Cały świat połączy komputerowa sieć.  Wujek mu potakuje, ale  pod nosem mruczy: Może i światowa, oby rzeczywiście kontaktowa

Tygodnik "Veto", 1990

środa, 29 lutego 2012

Czasownik: pyzić się

Zapyziały - imiesłów czasu dokonanego

Agnieszka Osiecka: Szpetni czterdziestoletni, Parnas - Łódź 1985


piątek, 10 lutego 2012
„Public Occurances Both Foreign and Domestic" - to pierwsza gazeta w historii Ameryki Północnej. Miała dwa wydania - pierwsze i ostatnie. 25 września 1690 roku. Była niepoprawnym politycznie tabloidem i dlatego poległa. Jej format zwiastował nowy system komunikacji między nadawcą a odbiorcą. Siedemnastowieczny portal społecznościowy, mający swoje korzenie w starożytności.

 

Podobno w przemówieniu pierwsze zdanie jest zawsze najtrudniejsze. A więc mam je już poza sobą ... Ale czuję, że i następne zdania będą trudne, trzecie, szóste, dziesiąte, aż do ostatniego, ponieważ mam mówić o poezji. Na ten temat wypowiadam się rzadko, prawie wcale. I zawsze towarzyszyło mi przekonanie, że nie robię tego najlepiej. Dlatego mój odczyt nie będzie zbyt długi. Wszelka niedoskonałość lżejsza jest do zniesienia, jeśli podaje się ją w małych dawkach.

Wisława Szymborska. 5 pierwszych zdań z Odczytu Noblowskiego 
oraz fragment JEJ wiersza "Nic dwa razy".


 

 

poniedziałek, 02 stycznia 2012

Miałem wtedy zajawkę na muzykę. Od kilkunastu lat udzielałem się w amatorskim ruchu muzycznym. Grałem na kontrabasie, gitarze basowej i szałamaji. Byłem także współzałożycielem grupy BENE, która wyspecjalizowała się w muzyce włoskiej, ze szczególnym naciskiem na pieśni neapolitańskie. Trudno się zatem dziwić, że  temat mojej pracy magisterskiej miał w tytule muzykę. Uwielbiałem wtedy jazz. Postanowiłem napisać o festiwalu Jazz Jamboree. Program na rok 1988 zapowiadał się na tyle atrakcyjnie, że zamarzyłem o współpracy z biurem organizacyjnym, z siedzibą w warszawskim Hotelu Europejskim. Rozmawiałem w tej sprawie z Basią Oborską (1954-2004), która była dobrym duchem biura. To dzięki niej, we wrześniu 1988 roku zostałem wolontariuszem.  Poznałem wielu wspaniałych ludzi,  zasady organizacji festiwalu. No i mogłem do woli słuchać  muzyki. W wyjątkowych wydaniu, bo największą gwiazdą był Miles Davis, ale przyjechał także pianista Michel Petrucciani (1962-1999).  Artysta pochodził z rodziny o wielkich muzycznych tradycjach. Urodził się z wrodzoną chorobą kości (osteogenesis imperfecta). Miał nieco ponad metr wzrostu i kłopoty z chodzeniem.  Specjalnie dla niego spreparowany fortepian odkrywał przed publicznością zupełnie nowe obszary i wielkość tego artysty.


Miles Davis miał wtedy 62 lata i był to w jego twórczości okres fascynacji muzyką pop. Przyjechał do Polski z młodymi, bardzo zdolnymi muzykami. Była wśród nich  perkusistką Marilyn Mazur. Zespół zagrał między innymi tematy: „Human Nature” Michaela Jacksona* i "Time after Time" Cyndi Lauper **.

 

 


* Nagranie z Jazz Jamboree, Warszawa 1988

** Nagranie z  Montreux 1988

czwartek, 22 grudnia 2011

Dawno, dawno temu zarządzałem magazynem  telewizyjnym o profilu ekonomicznym. Pewien młody adept ( jak to adept ) dziennikarstwa, do wydania świątecznego, zaproponował zrobienie materiału o usługach Świętego Mikołaja. Zgodziłem się i "dostałem to com chciał". Puenta tekstu była taka:

Usługi Świętego Mikołaja może i nie należą do najtańszych. No, ale cóż zrobić, kiedy:

karp pluszcze się już w wannie
choinka ubrana
a nasi milusińscy czekają na prezenty!

Pamiętajcie zatem o choince, prezentach, karpiu i milusińskich, znaczy dzieciach. Ja, od siebie, mogę dodać jedynie leciutko podrasowany fragment wpisu o zachodach słońca:

Kiedy nadchodzi pierwsza gwiazdka  zbliżamy się do siebie. W powietrzu unosi się zapach lasu i co chwilę błyskają flesze aparatów. Ludzie są mili. Prawią sobie komplementy, uśmiechając się do siebie nawzajem i całując.  A potem, popiją świąteczny kompot. Wreszcie zaczynają się zauważać. Rozmawiają o życiu, snują plany na przyszłość. Przytulają się do siebie, pozostając jeszcze na długo w magicznym bezczasie.

Wesołych Świąt!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
Blogi
Szablony
Tagi