Magazyn o komunikacji i mediach, utrzymany w tonie twórczego bałaganu, choć nie bez tęsknoty za porządkiem.
Blog > Komentarze do wpisu

Przystanek do raju

W połowie lutego miałem do załatwienia sprawę w ambasadzie USA w Warszawie, na ulicy Pięknej. Przy bramie ambasady stało kilka osób. Strażnicy zapraszali do wnętrza, według grafiku. Cicho, spokojnie, kulturalnie. Tymczasem Piękna nie zawsze była piękną, szczególnie dla tych, którzy nie dostali wizy. Ja dostałem. 9 lat po napisaniu tego tekst, za pierwszym podejściem.

 

W kolejce po wizę amerykańską stoi ponad 3000 osób. Gdyby ktoś zapisał się do niej dzisiaj, stanąłby przed obliczem urzędnika konsularnego za około półtora roku. Można też szybciej... Kosztuje to od 300 000 zł w górę. Twarze oferujących tę usługę  coraz częściej powtarzają się. - Stoję tu już drugi dzień i nie wiem, co robić - mówi ładna dziewczyna spod Białegostoku.

- Zapisałam się do zeszytu nr 482 i wejdę, daj Boże, za pół­tora roku. Nie mogę tak długo czekać, bo skończy mi się ważność zaproszenia. Muszę wyjechać teraz! -Po co czekać! Nie wie pani, co się robi? — Zagaduje mężczyzna w średnim wieku. Niech pani pogada, z tamtym niewysokim blondynem, co się kręci koło bramy - pomoże wejść w dwa dni. A ile to kosztuje? -pyta rozsądnie dziewczyna. Bo ja wiem? Ostatnio bra­li po 30 dolców.

Kandydatka po wizę amery­kańską dogadała się z niewyso­kim blondynem. Weszła do ambasady za 350 000 zł, ominęła kolejkę, dostała wizę i szczęśli­wa pojechała do domu.

Szybki numerek

Często pierwsze kroki, jeszcze przed decyzją wyjazdu kierują na przystanek autobusowy przy ulicy Pięknej, naprzeciw działu wizowego ambasady amerykań­skiej. To miejsce jest wyjątko­we, bo to przystanek do raju. Można na nim dowiedzieć się wszystkiego o sposobie załatwia­nia wizy, potrzebnych doku­mentach i przeróżnych krucz­kach. Tu wreszcie przyjmowane są zapisy do zeszytów, od paru lat nie prowadzi się już jednej wielkiej, zbiorowej listy kolejkowej. Każdy kajet zawiera nieco ponad sto nazwisk. Ostat­nio "wchodził" do ambasady ze­szyt nr 180, a był zakładany 480. Pierwsze spotkanie ludzi zapisanych w nim będzie miało miejsce gdzieś w połowie grud­nia. Termin wejścia bliżej nieokreślony. Zeszyt jest chroniony jak superważny dokument, szcze­gólnie gdy zbliża się czas wej­ścia do ambasady. Kilka dni wcześniej prowadzący wy­dają numerki z nazwiskiem i da­tą. Stawia się też pieczątkę, mo­że być zakładu malarskiego. Dokładnie sprawdzane numerki z jednego zeszytu muszą mieć te same oznaczenia.Pomimo to wciąż, są w obiegu tzw. szybkie numerki. Przede wszystkim dla tych, którzy nie mają czasu na długie oczekiwa­nie w kolejce. Być może pocho­dzą one od założyciela zeszytu, który już na początku wpisuje kilka martwych dusz, albo zo­stawia sobie, miejsce na dopisanie, w odpowiednim czasie nowych nazwisk. Nikt tego nie udowodnił, ale przynajmniej 5 osób dziennie wchodzi poza kolejką, a w miesiącu ponad 100. Jeśli pomnożyć, to przez minimum 300 tysięcy złotych (bo tyle kosz­tuje jeden „szybki numerek") otrzymamy 30 milionów. Ktoś te pieniądze zarabia! Ludzie z ko­lejki mówią o zorganizowanym gangu, w który mogą być zamieszani polscy strażnicy ambasady, a nawet policjanci strzegący bezpieczeństwa.Być może to zwykłe plotki, ale przecież okazja czyni zło­dzieja. Procedura zdobycia wizy, narzucona przez Ameryka­nów wydaje się mocna zaostrzo­na.

Proszę tu nie siusiać

W załatwieniu wiz amerykań­skich pośredniczy już ponad 100 firm. Ludzie starają się jednak zwracać do tych najbardziej re­nomowanych, Ambasada nie od­notowuje w paszporcie odmowy wizy. Niektórzy podejrzewają, że ich paszporty w ogóle nie trafiają do ambasady. Biuro bierze pieniądze, odczekuje kilka dni i oddaje paszport. Bez wi­zy. Oczywiście jest wtedy szan­sa, żeby stanąć twarz w twarz z urzędnikiem konsularnym i poprosić o tę przepustkę do ra­ju. Mając przy tym plik doku­mentów. Bardzo często fałszy­wych. Polacy potrafią sobie ra­dzić. W banku da się załatwić zaświadczenie nawet na kilka tysięcy dolarów, choć konto świeci pustkami. W okolicach przystanku na Pięknej stanęła niedawno przy­czepa campingowa, gdzie robią szybkie zdjęcia do paszportu i aplikacji wizowej. Trochę dalej, od 6.00 Do 21.00 mo­żna zjeść zapiekankę. Jednocześnie na okolicznych domach są napisy: „W tej bramie nie ma toalety". Pewien przedsiębiorczy łomżanin wzdychał niedawno na przystanku, mówiąc:

- Panie gdyby mi pozwolili, to bym tu zbudował cały kom­pleks turystyczno-biurowy. Ma­ły hotelik, restaurację, umywal­nię, punkt porad prawnych. Za­trudniłbym psychologa, żeby lu­dziom tłumaczył, jak zachować się przed konsulem. Może wte­dy nie opowiadaliby głupot o jednym rudym konsulu, co to przez rok nikomu nie dał wizy. Tu, na Pięknej pieniądze leżą na uli­cy. Jeśli Amerykanie nie zmie­nią sposobu wydawania wiz na pewno ktoś tę forsę zacznie pod­nosić.

Tygodnik Veto, 1990


poniedziałek, 08 marca 2010, zamiastki

Polecane wpisy