Magazyn o komunikacji i mediach, utrzymany w tonie twórczego bałaganu, choć nie bez tęsknoty za porządkiem.
Blog > Komentarze do wpisu

Loveland ( 1990 )

Jednym z problemów młodych ludzi w latach 90. był permanentny brak "wolnej chaty". Na prima aprilis w 1990 roku, na łamach tygodnika "Veto" pozwoliłem sobie na przedstawienie propozycji rozwiązania tego problemu...

 

Pamiętacie jak to było? Pierwsze niezgrabne zaloty, pocałunki, potańcówki. Wreszcie, na pewnym etapie znajomości... Wtedy dopiero się zaczynało: namawianie rodziców, na wyjście do kina, wyczekiwanie na wakacje, poszukiwanie życzliwego kolegi pobrzękującego kluczami od pu­stego mieszkania. W lepszej sytuacji bywali studenci mieszkający w aka­demikach, ale i oni nie zawsze mogli liczyć na cierpliwość i dobre serce współlokatora. W sumie była to mieszanka szaleństwa, romantyzmu i cią­głego stresu.

Od niedawna wszystko dookoła normalnieje. Pojawiła się też szansa na pomyślne rozwiązanie. Również i w tej tyleż delikatnej, co ważnej sferze życia. Kilku energicznych trzydziestolatków założy­ło spółkę  z o.o. „Loveland". Chcą pomóc bezdomnym kochankom. Pomoc nie ozna­cza w tym przypadku filantropii. Spół­ka, jako pierwsza w kraju, zamierza otworzyć hotel z pokojami na godziny. Najtrudniejsze w rozmowach na temat koncesji okazało się przeskoczenie sta­rego przepisu meldunkowego. Jak wia­domo mieszkaniec Warszawy nie może wynająć pokoju w stołecznym hotelu. Prawnicy zatrudnieni przez spółkę po przekopaniu się przez przepisy i rozpo­rządzenia znaleźli pewną lukę. Pokoje będzie wynajmować zaprzyjaźniona spółka z Katowic, a potem użyczając je na godziny osobom, które akurat nie mają wolnej chaty. Taki zabieg pozwolił to na pomyślne zakończenie negocjacji. „Loveland" zamierzał wybudować hotel na Mokotowie. Mieli już lokalizację, gdy nagle spadł im jak z nieba budynek w centrum stolicy. Podarowała go spółce pewna organizacja młodzieżowa. Jej misja dzie­jowa już się skończyła, działacze pozo­stawili po sobie trwały ślad ku uciesze tysięcy bezdomnych, kochających się młodych ludzi. Szczęśliwym trafem ów dom był własnością organizacji. Tuż po wojnie pewien stary hrabia zafascynowany rewolucyjnymi zmianami w Polsce zapisał młodzieży jedną ze swych kamienic. Pracownicy spółki z zapałem przystą­pili do remontu i adaptacji budynku do celów hotelowych. Nawiązali także współpracę z doświadczoną firmą „Daroom" z Danii, która posiada tam sieć tanich ho­teli i moteli. To nietypowe polsko-duńskie przedsięwzięcie otrzymało również błogosławieństwo rządowej agencji, ds. Inwestycji.

Zapraszamy do hotelu już w najbliższą niedzielę — mówi Stefan Numerkiewicz, prezes „Loveland". Budynek jest już wyposażony.  Nowoczesne urządzenia techniczne i meble do­starczyli Duńczycy. Mamy 30 pokoi Za półtorej godziny sam na sam w pokoju, bierzemy 10 tysięcy złotych — tyle na początek, ale obawiam się, że ceny wkrótce wzrosną. Liczymy na duży ruch w interesie. Zatrudniliśmy bardzo sprawny personel. Co dwie godziny w pokojach trzeba bę­dzie zmienić pościel, posprzątać, zdezynfekować toalety i uzupełnić zapas gratisowych środków antykoncepcyjnych. Na współpracą z nami zgodził się seksuolog o bardzo znanym nazwisku, który na gorąco udzieli porad mniej doświadczo­nym parom. Nasz ekspert poprowadzi też cykl pogadanek połączonych z pro­jekcjami wideo, o tym, co robić, by móc cieszyć się seksem jak najdłużej.Oprócz standardowych, niemal suro­wych w wyposażeniu pokoi planujemy urządzenie kilku wytwornych apartamen­tów, także wynajmowanych na godziny. W przyszłości chcielibyśmy stworzyć sieć hotelarską- na wzór słynnych japońskich hoteli miłości. Sprawy meldunkowe ograniczamy do minimum, personalia klientów otaczamy ścisłą tajemnicą. Nie będziemy przyjmo­wać gości poniżej 16 roku życia. Chcie­libyśmy, żeby przede wszystkim trafili do nas narzeczeni, nie mający się gdzie podziać i młode małżeństwa mieszkają­ce kątem u rodziny. Gwarantujemy im chwilę samotności we dwoje.

Jeszcze w trakcie załatwiania formalności, w niektórych urzędach pracownicy spółki byli traktowani, jako potencjal­ni... właściciele domu publicznego.  Zawsze gorąco przeciwko temu protestowali - To nie jest tak mówią - Nasz kraj się zmienia. Nie stoimy już w kilometrowych kolejkach, uśmiechają się do nas milicjanci, po latach poznajemy smak wolności. Może już pora pomyśleć o stworzeniu prawdziwej atmosfery dla spraw seksu.  Narzeczeni, skazani na podziemie seksualne są narażeni na wiele stresów i niebezpieczeństwo. Dajmy im szansę na normalność i w tej, jakże ważnej sferze życia.


„Loveland" spodziewa się akcji protestacyjnych lub bojkotu, szczególnie ze strony organizacji feministycznych i rodziców, co ładniejszych nastolatek.  Spotkania przeciwników i zwolenników pokoi na godziny mogłyby utrudniać pracę hotelu. Dlatego spółka postanowiła podpisać umowę ze Stołecznym Urzędem Spraw Wewnętrznych na ochronę budynku przy ulicy Smolnej. Przez pierwszy miesiąc działalności nowej placówki umundurowani i uśmiechnięci funkcjonariusze będą pilnować porządku. Pracownicy „Lovelandu’’ zgłosili się do redakcji, prosząc o wsparcie w akcji promocyjnej.  Nasz udział polegałby na wydrukowaniu kuponów upoważniających do wykupienia karty wstępu lub rezerwacji miejsca w hotelu. Długo zastanawialiśmy się nad propozycją „Lovelandu". Uważamy, że pomysł jest nieco kontrowersyjny, ale z drugiej strony zaw­sze popieraliśmy inne, troszkę zwariowane inicjatywy.

Drukujemy kupony „Lovelandu"! Pierwszych,  50 osób, które zgłoszą się w najbliższą niedzielę w. godz. 10 - 12 na Smolną 40, będzie mógł skorzystać z pokoiku na godziny za dar­mo. Pozostali mogą wykupić rezerwację z 25-procentowym rabatem, na najbliższe dni.

Tygodnik Veto, 1990


niedziela, 07 marca 2010, zamiastki

Polecane wpisy